|
Obiekt:
Betonowy schron bojowy "Grupy Bojowej Kłodnica - Kochłowice"
należącej do Obszaru Warownego "Śląsk", będącego linią
umocnień bojowych wzdłuż granicy polsko-niemieckiej przed II wojną światową.
Lokalizacja:
Ruda Śląska - Kochłowice, ul.
Pomorska, na terenie Rodzinnego Ogrodu Działkowego „Nadzieja”
Idea: W
2008 roku schron został odgruzowany i gruntownie odnowiony przez grupę miejscowych
zapaleńców.
W jego wnętrzu przygotowano wystawę historyczną, gromadzącą pamiątki
związane głównie z okresem II wojny światowej na Górnym Śląsku.
Opieka
nad schronem: Eugeniusz Czogała

Fot.
Schron bojowy nr 75
(Łukasz Czogała)
Samodzielna grupa bojowa "Kłodnica"
Powstała na
wzgórzu (291 m n.p.m.) niedaleko miejscowości Kłodnica, przy drodze między Kochłowicami a Halembą. Jest jednocześnie odcinkiem łącznikowym pomiędzy p.o. Szyb Artura, a p.o. Radoszowy. Składa się z pięciu obiektów: czterech dużych schronów bojowych wyposażonych w kopuły i półkopułę pancerną i obiektu pozornego. Całe wzgórze pocięte jest dobrze zachowanymi okopami, polowymi stanowiskami artylerii i moździerzy.
Schron bojowy nr 75
Schron bojowy wyposażony w pancerną kopułę obserwacyjno - bojową.
Jego uzbrojenie stanowiły 3 ckm-y i 2-3 rkm-y. W odróżnieniu od pozostałych obiektów grupy bojowej należy już do odcinka budowlanego "Radoszowy". Świadczyć o tym może nietypowe dla OWar-u, a charakterystyczne dla "Radoszów" rozwiązanie problemu odprowadzania łusek z ckm-u umieszczonego w kopule pancernej. Mianowicie łuski są odprowadzane rurą do specjalnej studzienki w nasypie czołowym schronu. Obiekt znajduje się w dobrym stanie, zachowały się dwudzielne drzwi pancerne wejścia, nasypy ziemne częściowo
zdegradowane, studzienka do niedawna zasypana, ostatnio odkopana.
Fot.
Odrestaurowane wejście schronu bojowego nr 75
(Andrzej Wrożyna)

Fot.
Schron bojowy nr 75
w zimowej aurze (Łukasz
Czogała)
Dane
techniczne:
Rok
powstania – 1937 (kopuła 1938)
Klasa
wytrzymałości bunkra – D (ciężki)
Odporność
na ostrzał – kaliber do 220 mm
Grubość
stropu – 1,40 m
Grubość
ścian – 1-1,75 m
Załoga
– ok. 15 osób
Ilość
stanowisk strzelniczych – 4
Początek
prac renowacyjnych – marzec 2007
Ilość
przerzuconej ziemi – 300 ton
Galeria
fotograficzna
Fot.
Od lewej: Antoni Klyta, Eugeniusz Czogała oraz
Jadwiga i Lucjan Wodarzowie
(Alan
Zych)

Fot.
Wnętrze schronu bojowego nr 75
(Łukasz
Czogała)

Fot.
Eksponaty zgromadzone na wystawie w schronie nr 75
(Andrzej
Wrożyna)

Fot.
Rekonstrukcja ciężkiego karabinu maszynowego (CKM) w kopule
bojowej schronu (Andrzej
Wrożyna)

Fot.
Schron w czasie GórnoŚląskich Dni Dziedzictwa 2010
(M.
Nowak, Portal www.rudaslaska.com.pl)
Więcej
zdjęć
|
Polecamy

|
Pozostałe
schrony bojowe Samodzielnej Grupy "Kłodnica"
Nr1-schron 70
Ciężki schron bojowy wyposażony w pancerną kopułę obserwacyjno - bojową, wyprodukowaną najprawdopodobniej przez korporację Wspólnota Interesów w hucie Huberta w Łagiewnikach. Jego uzbrojenie stanowiły trzy ckm-y i 2-3
rkm-y. Jak większość obiektów budowanych w latach 1937-38, nosi ślady prac poprawiających niezbyt udaną konstrukcyjnie wentylację podłogową (ręcznie wykuwane nowe
otwory wentylacyjne), jak również otwory do montażu pieca, którego pierwotnie nie przewidywano. Obiekt w trakcie dewastacji przez zbieraczy złomu. Zachowały się zdekompletowane pancerze strzelnic oraz układ ziemny.
Nr2- schron 71
Ciężki schron bojowy wyposażony w pancerną kopułę
obserwacyjną
(ZO N1937 986/61) oraz półkopułę bojową ckm. Uzbrojenie stanowiły 3 ckm-y (jeden w półkopule, 2 za pancerzami pionowymi) i 2-3
rkm. Obiekt posiada rury do łączności optycznej. Ten schron również nosi ślady późniejszych przeróbek związanych między
innymi z montażem gazoszczelnego pieca grzewczego. Wlot powietrza znalazł się poniżej poziomu gruntu, umieszczono go więc w studzience obmurowanej cegłami. Obiekt zachowany w dobrym stanie, choć nosi ślady działalności zbieraczy złomu.
Nr3- schron 73
Dobrze zachowany obiekt pozorny znajduje się w głębi lasu pośród dobrze zachowanej linii okopów. Posiada imitację wejścia głównego i wyjścia ewakuacyjnego oraz dwóch strzelnic
ckm.
Nr4- schron 74
Ciężki schron bojowy
(tradytor) posiada pancerną kopułę obserwacyjno - bojową. Jego uzbrojenie stanowiła armata p.panc wz.36, 3 ckm-y oraz 2-3
rkm-y. Obiekt w bardzo złym stanie, złodzieje nie tylko rozkradli metalowe elementy wyposażenia, ale zabrali się za rozkuwanie ścian i wycinanie zbrojenia. Zachowała się kopuła pancerna, nasypy ziemne i resztki zapór przeciwpiechotnych w okolicznej trawie.
Źródło:
www.simon.kg.net.pl/klodnica.html
Galeria
zdjęć grupy bojowej "Kłodnica": Forum
poszukiwaczy "Eksplorator"
|
Odwiedź schron podczas Górnośląskich Dni Dziedzictwa

|
Uratują schron
Źródło:
"Dziennik Zachodni" 01.06.2007
Autor:
Teresa Semik
Internet:
rudaslaska.naszemiasto.pl/wydarzenia/735350.html
Zamiast altanki Łukasz Czogała ma na swojej działce... schron bojowy. Solidny - żelbetonowy i gazoszczelny, z oryginalnymi drzwiami pancernymi. Sąsiedzi obok uprawiają grządki i stroją ogrodowe zabudowania, on z rodziną i przyjaciółmi remontuje ten zabytkowy bunkier z 1937 roku.
Na terenie ogródków działkowych "Nadzieja" w Rudzie Śląskiej to jedyny taki obiekt militarny.
Eugeniusz Czogała, miłośnik śląskich militariów, na co dzień pracownik kopalni "Halemba" przekonał syna
Łukasza, studenta Politechniki Śląskiej, że warto podjąć to wyzwanie. Choćby z myślą o dziadkach i pradziadkach - powstańcach śląskich.
Schron bojowy jest częścią Obszaru Warownego "Śląsk". Umocnienia budowano tu od 1933 roku, najpierw na odcinku 21 km, by chroniły przed niemieckim atakiem Katowice i Chorzów oraz zlokalizowane w rejonie zakłady przemysłowe. Do wybuchu drugiej wojny światowej śląska linia Maginota liczyła ponad 180 różnego rodzaju fortyfikacji. Schron w ogródku Czogałów nosił numer 75. W książce pt. Fortyfikacje Obszaru Warownego "Śląsk", wydanej w 2006 roku nakładem Stowarzyszenia na rzecz Zabytków Fortyfikacji Pro Fortalicium, odnajdujemy wzmiankę na jego temat. Piotr Skupień pisze, że jest to schron broni maszynowej. Uzbrojenie składało się z jednego rkm-u oraz dwóch, trzech
ckm-ów - jeden znajdował się w pancernej kopule, a kolejne w ścianach bocznych. Wewnątrz mogło przebywać około 15 żołnierzy i samodzielnie bronić się przez kilka dni.
Czogałowie z przyjaciółmi najpierw zabrali się za porządkowanie terenu wokół budowli. Do przeniesienia jest olbrzymia pryzma ziemi, jakieś 300 ton, by odsłonić przedpole schronu.
- Mamy problemy z odtworzeniem oryginalnych elementów, bo na przykład nie produkuje się już kształtowników o takich wymiarach, jakie zastosowano w czasie budowy schronu - mówi Eugeniusz Czogała.
Wszystko robią pod okiem Stowarzyszenia Pro Fortalicium - jedynej w swoim rodzaju organizacji grupującej miłośników zabytków najnowszej architektury militarnej na Śląsku. Przedwojenne dokumenty techniczne przepadły, a każdy z nich projektowany był indywidualnie przez wyznaczonego sztabowca z Armii Kraków. Zachował się plan, który wykonali Niemcy, gdy zajęli te tereny i przystąpili do inwentaryzacji śląskich schronów.
Wszystkie współcześnie wykonane repliki wyposażenia są odpowiednio opisane, by w przyszłości nie wprowadzać zwiedzających w błąd. Wewnątrz budowli zachowało się niewiele elementów z dawnego wyposażenia. Pod sufitem pozostały haki na oświetlenie - lampy naftowe, choć są też ślady wskazujące, że do bunkra podłączona była energia elektryczna. W pomieszczeniu dla załogi wystają z muru haki na prycze, w minitoalecie jest coś, co przypomina pisuar. Wiadomo, gdzie była maszynownia,
a gdzie izby bojowe. Każde miejsce zostało dokładnie zaplanowane. Musiała być zrzutnia łusek i wentylatory do odsysania spalin z broni maszynowej, specjalne ciągi wentylacyjne.
W stropie pozostała kopuła pancerna umożliwiająca prowadzenie ognia we wszystkie strony. W tym miejscu ściany schronu mają ponad dwa metry grubości.
- Na razie strop zabezpieczyliśmy lepikiem, potem położymy na niego warstwę darni, by - jak dawniej - wtopić fortecę w otoczenie - wyjaśnia Łukasz Czogała.
Na zewnętrznych ścianach budowli, grubych na metr, są jeszcze ślady po pociskach, niemniej armia niemiecka dość skutecznie ominęła te umocnienia. W 1945 roku z kolei Niemcy próbowali wykorzystać ich walory, wycofując się przed nacierającą Armią Czerwoną, ale też to im się nie udało.
Śląskie fortyfikacje należą do najliczniejszych i nie najgorzej zachowanych w Polsce, niemniej dewastacja umocnień jest zatrważająca. Przez wszystkie powojenne lata nie znalazły uznania w oczach urzędników zajmujących się obiektami zabytkowymi i nie są prawem chronione. Gdyby nie grupa hobbistów i zapaleńców, skupionych właśnie w Stowarzyszeniu Pro Fortalicium, pewnie dawno zarosłyby trawą.
Odrestaurowany schron będzie miał charakter izby muzealnej. - Eksponować w nim będziemy pamiątki po dziadkach powstańcach śląskich, działaczach związkowych. Chcemy pokazać historię śląskiego pogranicza - mówi 24-letni Łukasz.
Na restaurację wojskowych umocnień sprzed wojny z publicznej kasy nie przekazano nawet złotówki.
*
* *
Lauba
klasy D
Autor:
Alan Zych
Źródło:
"Jaskółka Śląska", nr VII 2008
Gdy
redakcja „Jaskółki Śląskiej” została poinformowana przez swojego
czytelnika o odnawianym bunkrze na terenie ogródków działkowych w Kochłowicach
nikt specjalnie nie był tą informacją zafascynowany. Bunkier, jak
bunkier – na Śląsku nie mało obiektów tego typu. Nie mało nawet
tych już odnowionych. Jednak po zapoznaniu się ze sprawą oraz ogromem
prac jaki musiał być wykonany w bunkrze i jego otoczeniu nasze zdumienie było
nie małe.
Zanim
jednak opiszemy stan obecny sięgnijmy wstecz do czasu powstania bunkra.
Kochłowicki obiekt powstawał w 1937 roku jako element Obszaru Warownego
„Śląsk” mającego za zadanie bronić Śląsk przed atakiem ze strony
Niemiec. Umocnienia te nie przeszły jednak chrztu bojowego, gdyż 23
Dywizja Piechoty opuściła je 3 września, będąc zagrożona okrążeniem
od północy. Od tej pory bunkry wykorzystywane były przez Niemców i
Rosjan jako magazyny oraz cele podczas ćwiczebnych strzelań. W okresie
PRL–u obiekty tego typu zostały pozostawione samym sobie i tak jest do
dnia dzisiejszego. Tylko niektóre miały szczęście zainteresować sobą
ludzi gotowych poświęcić
im wiele czasu, pracy i pieniędzy.
Do takich osób można zaliczyć m. in. rodzinę Czogałów
wraz z przyjaciółmi.
–
Naszym hobby była speleologia, dzięki której powstała grupa przyjaciół.
W momencie gdy zdrowie nie pozwoliło nam się już zakradać do jaskiń,
kolega z Krakowa zwrócił nam uwagę na śląską linie Maginota –
wspomina Eugeniusz Czołgała, który zaraził nową pasją dwóch
synów: Łukasza i Marka, zaprzyjaźnione małżeństwo Włodarzów , oraz
wielu innych. Wyboru obiektu dokonano poprzez oględziny wielu bunkrów,
którymi usiana jest mapa Rudy Śląskiej.
Fot.
Od lewej stoją: Antoni Klyta, Eugeniusz Czogała
oraz
Jadwiga i Lucjan Wodarzowie (Alan
Zych)
–
O wyborze zdecydował fakt, iż obiekt znajduje się na terenie ogródków
działkowych. Jest to pewna forma kontroli. Tutaj była szansa, że nasz
wkład pracy nie zostanie zmarnowany – mówi Eugeniusz Czogała –
Bunkier był też w stosunkowo dobrym stanie. Zachowały się futryny oraz
drzwi pancerne, które są w okolicy rzadkością, nie było też dużego
zawilgocenia.
Aby
podjąć jakiekolwiek prace niezbędna była zgoda Antoniego Klyty,
prezesa Rodzinnych Ogródków Działkowych „Nadzieja”.
–
Początkowo patrzyłem na rodzinę Czogałów trochę nieufnie, bowiem
kilka osób przed nimi było zainteresowanych bunkrem, lecz zraził ich
ogrom prac – mówi Antoni Klyta, dodając – Teren wokół bunkra był
śmietniskiem, stale powiększanym przez działkowców.
W
marcu zeszłego roku, przy akceptacji prezesa i zarządu ROD
„Nadzieja”, niezagospodarowaną działkę przekazano na własność
rodzinie Czogałów i znajomym, do których dołączył również Antoni
Klyta. Prace ruszyły pełną parą.
–
Początkowo nie wiedzieliśmy od czego zacząć –przyznaje Eugeniusz Czołgała.
–
Co stanowiło największy problem? Śmieci! Tony, tony śmieci! –
odpowiada zdecydowanie Jadwiga Wodarz aktywnie pomagająca wraz z mężem
i Antonim Klytom przy uporządkowaniu terenu – Nieraz jak przychodziłam
do domu to bielizna była do wyrzucenia – wspomina.
Gdy
wywieziono zwały śmieci i ziemi obniżając teren, o około metr na
sporej części ogródka, udało się swobodnie wejść do wnętrza
bunkra, które było częściowo zdewastowane, a wszystkie ściany w nim
osmalone. Po przerzucaniu ziemi i śmieci łopatami przyszedł czas na
mycie ścian i dosuszanie. W tym samym czasie gromadzono dokumentację, w
czym wydatnie pomogło stowarzyszenie „Pro Fortalicium”.
–
Korzystamy teraz z niemieckich opracowań, bowiem Niemcy mieli dokumentację
już w 1939 roku – mówi Eugeniusz Czołgała, zapraszając do środka.
Wejście
jest zabezpieczone zamykaną kratą. Mijając ją wchodzimy do bunkra i
znajdujemy się na wprost otworu strzelniczego broniącego wejścia. Skręcamy
w prawo, później w lewo mijając drzwi pancerne i jeszcze raz w lewo. W
ten sposób, droga w kształcie podkowy wiedzie do stanowiska ogniowego,
którego wylot skierowany jest ku wejściu. Taki system jest często
spotykany w śląskich bunkrach. Nad stanowiskiem znajduje się jego numer
– 7.
–
Każde ze stanowisk włącznie z wyjściem ewakuacyjnym miało swój
numer. Dowódca przez rury głosowe wydawał komendy w stylu: Siódemka
ognia!, a nie: Wy tam na lewo!.
Wchodzimy
do pomieszczenia z dwoma stanowiskami ogniowymi. Na środku znajdują się
skrzynki amunicyjne, a w rogu pozostałości po budowie obiektu znalezione
podczas odtwarzania układu ziemnego.
Fot.
Widok z kopuły bojowej (Alan
Zych)
–
W tym pomieszczeniu chcemy zorganizować wystawę pod roboczym tytułem
„Ślązacy – narodem pogranicza”. Wnętrze nie będzie, więc miało
charakteru czysto militarnego – mówi przewodnik prowadząc dalej.
Małe
ciasne pomieszczenie to toaleta, a w niej pisuar z odprowadzeniem prosto w
grunt.
–
Bardzo siermiężne warunki – mówi pasjonat przechodząc do leżącej
naprzeciw maszynowni. – Znajdowała się tu rozdzielnia prądu. Agregatu
prądotwórczego prawdopodobnie niebyło ze względu na braki finansowe,
tak samo jak wentylatora. Korzystano raczej z oświetlenia naftowego. Dziś
nie jesteśmy w stanie tego precyzyjnie określić. W przyszłości
planujemy tu zorganizować pracownie rzeźbiarską, gdyż trochę rzeźbimy
w drewnie. Być może uda się stworzyć tutaj izbę projekcyjną, bowiem
obecnie wiele materiałów występuje w postaci multimediów.
Kolejnym
interesującym punktem bunkra jest kopuła, do której prowadzi drabinka,
której szczeble stanowią zagięte pręty wpuszczane w ścianę. Wejście
jest więc niekomfortowe, lecz ciekawość jeszcze większa. Z kopuły,
poprzez otwory strzelnicze, rozciąga się widok na okoliczny teren. Tam
gdzie dawniej wypatrywano wroga, dziś widać ludzi wypoczywających na
ogródkach.
–
Kopuła i pomieszczenie pod nią będą jako jedyne mieć charakter czysto
militarny – podziwianie widoków przerywa Eugeniusz Czogała.
Ostatnim
pomieszczeniem jest sypialnia, w której znajduje się piecyk oraz dwie piętrowe
prycze.
–
Obsada bunkra liczyła około piętnastu osób. Ludzie zmieniali się na
pryczach. Spanie było nawet jednym z elementów ćwiczeń.
Na
razie izby bunkra są zawalone narzędziami wymieszanymi z pamiątkami po
II wojnie światowej. Jednak gdy wszystko uda się uporządkować bunkier
stanie sie niemałą atrakcją.
–
Będzie to służyć młodzieży jako kawałek naszej śląskiej historii
– mówi Jadwiga Włodarz.
Z
upływem czasu coraz wyraźniej daje się zauważyć wielką zażyłość
jaka łączy opiekunów bunkra.
–
Przez 35 lat chodziliśmy razem z Genkiem i mężem po jaskiniach i górach
– wspomina Jadwiga Wodarz, a jej mąż Lucjan dodaje – W każdym z nas
drzemie chęć do tego, żeby coś zrobić.
–
Lubię przebywać wśród ludzi, którzy mają inne spojrzenie na świat i
dobrze mi się w ich towarzystwie przebywa – potwierdza Antoni Klyta.
Grupa
śmiałków, a nawet szaleńców, która nie licząc godzin pracy i
ogromnych kosztów postanowiła przywrócić kochłowickiemu bunkrowi dawną
świetność – takie sformułowanie chyba najtrafniej charakteryzuje
rodzinę Czołgałów i Włodarzów oraz ich licznych znajomych opiekujących
się laubą klasy D.
Ten tekst by nie powstał, gdyby nie pomoc Krzysztofa Falkusa z Rudy Śląskiej,
któremu w tym miejscu chciałbym serdecznie podziękować.
*
* *
|