Kochłowice - bunkier

 

 

Start >

Stowarzyszenie „Genius Loci”  

    Kontakt

    Członkowie

    Działalność

    Statut

    Partnerzy

    Publikacje

    Forum dyskusyjne

    Galeria

Historia i kultura Kochłowic

    Rys historyczny

    Zabytki

    Materiały historyczne

    Bibliografia

    Wybitne postacie

Obszar dawnych Kochłowic

    Bykowina

    Halemba

    Kłodnica

    Kochłowice

    Nowa Wieś

    Radoszów

    Stara Kuźnica

    Wirek

Informator podręczny

    Komunikacja

    Szkolnictwo

    Kultura

    Zdrowie

    Sport i rekreacja

    Inwestycje

    Ogłoszenia drobne

    Życie duchowe

Pozostałe

    Archiwum

    Polecane strony

    Księga gości

 

 

Schron bojowy nr 75

„Grupa Bojowa Kłodnica –Kochłowice” 

 

Kochłowice

    Historia

    Zabytki

    Galeria

Poszczególne miejscowości

    Bykowina

    Halemba

    Kłodnica

    Kochłowice

    Nowa Wieś

    Radoszów

    Stara Kuźnica

    Wirek

 

Zobacz bunkier na żywo 

 

 

Obiekt: Betonowy schron bojowy "Grupy Bojowej Kłodnica - Kochłowice" należącej do Obszaru Warownego "Śląsk", będącego linią umocnień bojowych wzdłuż granicy polsko-niemieckiej przed II wojną światową.

Lokalizacja: Ruda Śląska - Kochłowice, ul. Pomorska, na terenie Rodzinnego Ogrodu Działkowego „Nadzieja”

Idea: W 2008 roku schron został odgruzowany i gruntownie odnowiony przez grupę miejscowych zapaleńców. W jego wnętrzu przygotowano wystawę historyczną, gromadzącą pamiątki związane głównie z okresem II wojny światowej na Górnym Śląsku. 

Opieka nad schronem: Eugeniusz Czogała

 

Fot. Schron bojowy nr 75 (Łukasz Czogała)


Samodzielna grupa bojowa "Kłodnica"

Powstała na wzgórzu (291 m n.p.m.) niedaleko miejscowości Kłodnica, przy drodze między Kochłowicami a Halembą. Jest jednocześnie odcinkiem łącznikowym pomiędzy p.o. Szyb Artura, a p.o. Radoszowy. Składa się z pięciu obiektów: czterech dużych schronów bojowych wyposażonych w kopuły i półkopułę pancerną i obiektu pozornego. Całe wzgórze pocięte jest dobrze zachowanymi okopami, polowymi stanowiskami artylerii i moździerzy. 

Schron bojowy nr 75
darmowy hosting obrazków
Schron bojowy wyposażony w pancerną kopułę obserwacyjno - bojową.
Jego uzbrojenie stanowiły 3 ckm-y i 2-3 rkm-y. W odróżnieniu od pozostałych obiektów grupy bojowej należy już do odcinka budowlanego "Radoszowy". Świadczyć o tym może nietypowe dla OWar-u, a charakterystyczne dla "Radoszów" rozwiązanie problemu odprowadzania łusek z ckm-u umieszczonego w kopule pancernej. Mianowicie łuski są odprowadzane rurą do specjalnej studzienki w nasypie czołowym schronu. Obiekt znajduje się w dobrym stanie, zachowały się dwudzielne drzwi pancerne wejścia, nasypy ziemne częściowo zdegradowane, studzienka do niedawna zasypana, ostatnio odkopana.

 

 

Fot. Odrestaurowane wejście schronu bojowego nr 75 (Andrzej Wrożyna)

 

 

Fot. Schron bojowy nr 75 w zimowej aurze (Łukasz Czogała)

 

Dane techniczne:

Rok powstania – 1937 (kopuła 1938)

Klasa wytrzymałości bunkra – D (ciężki)

Odporność na ostrzał – kaliber do 220 mm

Grubość stropu – 1,40 m

Grubość ścian – 1-1,75 m

Załoga – ok. 15 osób

Ilość stanowisk strzelniczych – 4

Początek prac renowacyjnych – marzec 2007

Ilość przerzuconej ziemi – 300 ton

 

 

Galeria fotograficzna

 

darmowy hosting obrazków

Fot. Od lewej: Antoni Klyta, Eugeniusz Czogała oraz Jadwiga i Lucjan  Wodarzowie

(Alan Zych)

 

Fot. Wnętrze schronu bojowego nr 75 

(Łukasz Czogała)

 

darmowy hosting obrazków

Fot. Eksponaty zgromadzone na wystawie w schronie nr 75 

(Andrzej Wrożyna)

 

 darmowy hosting obrazków

Fot. Rekonstrukcja ciężkiego karabinu maszynowego (CKM) w kopule bojowej schronu (Andrzej Wrożyna)

 

Fot. Schron w czasie GórnoŚląskich Dni Dziedzictwa 2010

(M. Nowak, Portal www.rudaslaska.com.pl)

 

Więcej zdjęć

 

Polecamy

 

 


Pozostałe schrony bojowe Samodzielnej Grupy "Kłodnica" 


Nr1-schron 70 

Ciężki schron bojowy wyposażony w pancerną kopułę obserwacyjno - bojową, wyprodukowaną najprawdopodobniej przez korporację Wspólnota Interesów w hucie Huberta w Łagiewnikach. Jego uzbrojenie stanowiły trzy ckm-y i 2-3 rkm-y. Jak większość obiektów budowanych w latach 1937-38, nosi ślady prac poprawiających niezbyt udaną konstrukcyjnie wentylację podłogową (ręcznie wykuwane nowe otwory wentylacyjne), jak również otwory do montażu pieca, którego pierwotnie nie przewidywano. Obiekt w trakcie dewastacji przez zbieraczy złomu. Zachowały się zdekompletowane pancerze strzelnic oraz układ ziemny. 


Nr2- schron 71 

Ciężki schron bojowy wyposażony w pancerną kopułę obserwacyjną (ZO N1937 986/61) oraz półkopułę bojową ckm. Uzbrojenie stanowiły 3 ckm-y (jeden w półkopule, 2 za pancerzami pionowymi) i 2-3 rkm. Obiekt posiada rury do łączności optycznej. Ten schron również nosi ślady późniejszych przeróbek związanych między innymi z montażem gazoszczelnego pieca grzewczego. Wlot powietrza znalazł się poniżej poziomu gruntu, umieszczono go więc w studzience obmurowanej cegłami. Obiekt zachowany w dobrym stanie, choć nosi ślady działalności zbieraczy złomu.


Nr3- schron 73 

Dobrze zachowany obiekt pozorny znajduje się w głębi lasu pośród dobrze zachowanej linii okopów. Posiada imitację wejścia głównego i wyjścia ewakuacyjnego oraz dwóch strzelnic ckm.


Nr4- schron 74 

Ciężki schron bojowy (tradytor) posiada pancerną kopułę obserwacyjno - bojową. Jego uzbrojenie stanowiła armata p.panc wz.36, 3 ckm-y oraz 2-3 rkm-y. Obiekt w bardzo złym stanie, złodzieje nie tylko rozkradli metalowe elementy wyposażenia, ale zabrali się za rozkuwanie ścian i wycinanie zbrojenia. Zachowała się kopuła pancerna, nasypy ziemne i resztki zapór przeciwpiechotnych w okolicznej trawie.

 

Źródło: www.simon.kg.net.pl/klodnica.html

Galeria zdjęć grupy bojowej "Kłodnica":  Forum poszukiwaczy "Eksplorator"

 

   Odwiedź schron podczas Górnośląskich Dni Dziedzictwa

 

 

 

Uratują schron 

 

Źródło: "Dziennik Zachodni"  01.06.2007 

Autor: Teresa Semik

Internet: rudaslaska.naszemiasto.pl/wydarzenia/735350.html


Zamiast altanki Łukasz Czogała ma na swojej działce... schron bojowy. Solidny - żelbetonowy i gazoszczelny, z oryginalnymi drzwiami pancernymi. Sąsiedzi obok uprawiają grządki i stroją ogrodowe zabudowania, on z rodziną i przyjaciółmi remontuje ten zabytkowy bunkier z 1937 roku. 

Na terenie ogródków działkowych "Nadzieja" w Rudzie Śląskiej to jedyny taki obiekt militarny. Eugeniusz Czogała, miłośnik śląskich militariów, na co dzień pracownik kopalni "Halemba" przekonał syna Łukasza, studenta Politechniki Śląskiej, że warto podjąć to wyzwanie. Choćby z myślą o dziadkach i pradziadkach - powstańcach śląskich. 

Schron bojowy jest częścią Obszaru Warownego "Śląsk". Umocnienia budowano tu od 1933 roku, najpierw na odcinku 21 km, by chroniły przed niemieckim atakiem Katowice i Chorzów oraz zlokalizowane w rejonie zakłady przemysłowe. Do wybuchu drugiej wojny światowej śląska linia Maginota liczyła ponad 180 różnego rodzaju fortyfikacji. Schron w ogródku Czogałów nosił numer 75. W książce pt. Fortyfikacje Obszaru Warownego "Śląsk", wydanej w 2006 roku nakładem Stowarzyszenia na rzecz Zabytków Fortyfikacji Pro Fortalicium, odnajdujemy wzmiankę na jego temat. Piotr Skupień pisze, że jest to schron broni maszynowej. Uzbrojenie składało się z jednego rkm-u oraz dwóch, trzech ckm-ów - jeden znajdował się w pancernej kopule, a kolejne w ścianach bocznych. Wewnątrz mogło przebywać około 15 żołnierzy i samodzielnie bronić się przez kilka dni. 

Czogałowie z przyjaciółmi najpierw zabrali się za porządkowanie terenu wokół budowli. Do przeniesienia jest olbrzymia pryzma ziemi, jakieś 300 ton, by odsłonić przedpole schronu.
- Mamy problemy z odtworzeniem oryginalnych elementów, bo na przykład nie produkuje się już kształtowników o takich wymiarach, jakie zastosowano w czasie budowy schronu - mówi Eugeniusz Czogała. 

Wszystko robią pod okiem Stowarzyszenia Pro Fortalicium - jedynej w swoim rodzaju organizacji grupującej miłośników zabytków najnowszej architektury militarnej na Śląsku. Przedwojenne dokumenty techniczne przepadły, a każdy z nich projektowany był indywidualnie przez wyznaczonego sztabowca z Armii Kraków. Zachował się plan, który wykonali Niemcy, gdy zajęli te tereny i przystąpili do inwentaryzacji śląskich schronów. 

Wszystkie współcześnie wykonane repliki wyposażenia są odpowiednio opisane, by w przyszłości nie wprowadzać zwiedzających w błąd. Wewnątrz budowli zachowało się niewiele elementów z dawnego wyposażenia. Pod sufitem pozostały haki na oświetlenie - lampy naftowe, choć są też ślady wskazujące, że do bunkra podłączona była energia elektryczna. W pomieszczeniu dla załogi wystają z muru haki na prycze, w minitoalecie jest coś, co przypomina pisuar. Wiadomo, gdzie była maszynownia, a gdzie izby bojowe. Każde miejsce zostało dokładnie zaplanowane. Musiała być zrzutnia łusek i wentylatory do odsysania spalin z broni maszynowej, specjalne ciągi wentylacyjne. 

W stropie pozostała kopuła pancerna umożliwiająca prowadzenie ognia we wszystkie strony. W tym miejscu ściany schronu mają ponad dwa metry grubości. 
- Na razie strop zabezpieczyliśmy lepikiem, potem położymy na niego warstwę darni, by - jak dawniej - wtopić fortecę w otoczenie - wyjaśnia Łukasz Czogała. 

Na zewnętrznych ścianach budowli, grubych na metr, są jeszcze ślady po pociskach, niemniej armia niemiecka dość skutecznie ominęła te umocnienia. W 1945 roku z kolei Niemcy próbowali wykorzystać ich walory, wycofując się przed nacierającą Armią Czerwoną, ale też to im się nie udało. 

Śląskie fortyfikacje należą do najliczniejszych i nie najgorzej zachowanych w Polsce, niemniej dewastacja umocnień jest zatrważająca. Przez wszystkie powojenne lata nie znalazły uznania w oczach urzędników zajmujących się obiektami zabytkowymi i nie są prawem chronione. Gdyby nie grupa hobbistów i zapaleńców, skupionych właśnie w Stowarzyszeniu Pro Fortalicium, pewnie dawno zarosłyby trawą. 

Odrestaurowany schron będzie miał charakter izby muzealnej. - Eksponować w nim będziemy pamiątki po dziadkach powstańcach śląskich, działaczach związkowych. Chcemy pokazać historię śląskiego pogranicza - mówi 24-letni Łukasz. 

Na restaurację wojskowych umocnień sprzed wojny z publicznej kasy nie przekazano nawet złotówki.

 

* * *

 

 

Lauba klasy D

 

Autor: Alan Zych 

Źródło: "Jaskółka Śląska", nr VII 2008

 

Gdy redakcja „Jaskółki Śląskiej” została poinformowana przez swojego czytelnika o odnawianym bunkrze na terenie ogródków działkowych w Kochłowicach nikt specjalnie nie był tą informacją zafascynowany. Bunkier, jak bunkier – na Śląsku nie mało obiektów tego typu. Nie mało nawet tych już odnowionych. Jednak po zapoznaniu się ze sprawą oraz ogromem prac jaki musiał być wykonany w bunkrze i jego otoczeniu nasze zdumienie było nie małe.

 

Zanim jednak opiszemy stan obecny sięgnijmy wstecz do czasu powstania bunkra. Kochłowicki obiekt powstawał w 1937 roku jako element Obszaru Warownego „Śląsk” mającego za zadanie bronić Śląsk przed atakiem ze strony Niemiec. Umocnienia te nie przeszły jednak chrztu bojowego, gdyż 23 Dywizja Piechoty opuściła je 3 września, będąc zagrożona okrążeniem od północy. Od tej pory bunkry wykorzystywane były przez Niemców i Rosjan jako magazyny oraz cele podczas ćwiczebnych strzelań. W okresie PRL–u obiekty tego typu zostały pozostawione samym sobie i tak jest do dnia dzisiejszego. Tylko niektóre miały szczęście zainteresować sobą ludzi gotowych  poświęcić im wiele czasu, pracy i pieniędzy. Do takich osób można zaliczyć m. in. rodzinę Czogałów wraz z przyjaciółmi. darmowy hosting obrazków

– Naszym hobby była speleologia, dzięki której powstała grupa przyjaciół. W momencie gdy zdrowie nie pozwoliło nam się już zakradać do jaskiń, kolega z Krakowa zwrócił nam uwagę na śląską linie Maginota – wspomina Eugeniusz Czołgała, który zaraził nową pasją dwóch synów: Łukasza i Marka, zaprzyjaźnione małżeństwo Włodarzów , oraz wielu innych. Wyboru obiektu dokonano poprzez oględziny wielu bunkrów, którymi usiana jest mapa Rudy Śląskiej.  

 

 

Fot. Od lewej stoją: Antoni Klyta, Eugeniusz Czogała 

oraz Jadwiga i Lucjan  Wodarzowie (Alan Zych)

 

– O wyborze zdecydował fakt, iż obiekt znajduje się na terenie ogródków działkowych. Jest to pewna forma kontroli. Tutaj była szansa, że nasz wkład pracy nie zostanie zmarnowany – mówi Eugeniusz Czogała – Bunkier był też w stosunkowo dobrym stanie. Zachowały się futryny oraz drzwi pancerne, które są w okolicy rzadkością, nie było też dużego zawilgocenia.

Aby podjąć jakiekolwiek prace niezbędna była zgoda Antoniego Klyty, prezesa Rodzinnych Ogródków Działkowych „Nadzieja”.

– Początkowo patrzyłem na rodzinę Czogałów trochę nieufnie, bowiem kilka osób przed nimi było zainteresowanych bunkrem, lecz zraził ich ogrom prac – mówi Antoni Klyta, dodając – Teren wokół bunkra był śmietniskiem, stale powiększanym przez działkowców.

W marcu zeszłego roku, przy akceptacji prezesa i zarządu ROD „Nadzieja”, niezagospodarowaną działkę przekazano na własność rodzinie Czogałów i znajomym, do których dołączył również Antoni Klyta. Prace ruszyły pełną parą.

– Początkowo nie wiedzieliśmy od czego zacząć –przyznaje Eugeniusz Czołgała.

– Co stanowiło największy problem? Śmieci! Tony, tony śmieci! – odpowiada zdecydowanie Jadwiga Wodarz aktywnie pomagająca wraz z mężem i Antonim Klytom przy uporządkowaniu terenu – Nieraz jak przychodziłam  do domu to bielizna była do wyrzucenia – wspomina.

Gdy wywieziono zwały śmieci i ziemi obniżając teren, o około metr na sporej części ogródka, udało się swobodnie wejść do wnętrza bunkra, które było częściowo zdewastowane, a wszystkie ściany w nim osmalone. Po przerzucaniu ziemi i śmieci łopatami przyszedł czas na mycie ścian i dosuszanie. W tym samym czasie gromadzono dokumentację, w czym wydatnie pomogło stowarzyszenie „Pro Fortalicium”.

– Korzystamy teraz z niemieckich opracowań, bowiem Niemcy mieli dokumentację już w 1939 roku – mówi Eugeniusz Czołgała, zapraszając do środka.

Wejście jest zabezpieczone zamykaną kratą. Mijając ją wchodzimy do bunkra i znajdujemy się na wprost otworu strzelniczego broniącego wejścia. Skręcamy w prawo, później w lewo mijając drzwi pancerne i jeszcze raz w lewo. W ten sposób, droga w kształcie podkowy wiedzie do stanowiska ogniowego, którego wylot skierowany jest ku wejściu. Taki system jest często spotykany w śląskich bunkrach. Nad stanowiskiem znajduje się jego numer – 7.  

darmowy hosting obrazków – Każde ze stanowisk włącznie z wyjściem ewakuacyjnym miało swój numer. Dowódca przez rury głosowe wydawał komendy w stylu: Siódemka ognia!, a nie: Wy tam na lewo!.

Wchodzimy do pomieszczenia z dwoma stanowiskami ogniowymi. Na środku znajdują się skrzynki amunicyjne, a w rogu pozostałości po budowie obiektu znalezione podczas odtwarzania układu ziemnego.  

 

Fot. Widok z kopuły bojowej (Alan Zych)

 

– W tym pomieszczeniu chcemy zorganizować wystawę pod roboczym tytułem „Ślązacy – narodem pogranicza”. Wnętrze nie będzie, więc miało charakteru czysto militarnego – mówi przewodnik prowadząc dalej.

Małe ciasne pomieszczenie to toaleta, a w niej pisuar z odprowadzeniem prosto w grunt.

– Bardzo siermiężne warunki – mówi pasjonat przechodząc do leżącej naprzeciw maszynowni. – Znajdowała się tu rozdzielnia prądu. Agregatu prądotwórczego prawdopodobnie niebyło ze względu na braki finansowe, tak samo jak wentylatora. Korzystano raczej z oświetlenia naftowego. Dziś nie jesteśmy w stanie tego precyzyjnie określić. W przyszłości planujemy tu zorganizować pracownie rzeźbiarską, gdyż trochę rzeźbimy w drewnie. Być może uda się stworzyć tutaj izbę projekcyjną, bowiem obecnie wiele materiałów występuje w postaci multimediów.

Kolejnym interesującym punktem bunkra jest kopuła, do której prowadzi drabinka, której szczeble stanowią zagięte pręty wpuszczane w ścianę. Wejście jest więc niekomfortowe, lecz ciekawość jeszcze większa. Z kopuły, poprzez otwory strzelnicze, rozciąga się widok na okoliczny teren. Tam gdzie dawniej wypatrywano wroga, dziś widać ludzi wypoczywających na ogródkach.

– Kopuła i pomieszczenie pod nią będą jako jedyne mieć charakter czysto militarny – podziwianie widoków przerywa Eugeniusz Czogała.

Ostatnim pomieszczeniem jest sypialnia, w której znajduje się piecyk oraz dwie piętrowe prycze.

– Obsada bunkra liczyła około piętnastu osób. Ludzie zmieniali się na pryczach. Spanie było nawet jednym z elementów ćwiczeń.

Na razie izby bunkra są zawalone narzędziami wymieszanymi z pamiątkami po II wojnie światowej. Jednak gdy wszystko uda się uporządkować bunkier  stanie sie niemałą atrakcją.

– Będzie to służyć młodzieży jako kawałek naszej śląskiej historii – mówi Jadwiga Włodarz.

Z upływem czasu coraz wyraźniej daje się zauważyć wielką zażyłość jaka łączy opiekunów bunkra.

– Przez 35 lat chodziliśmy razem z Genkiem i mężem po jaskiniach i górach – wspomina Jadwiga Wodarz, a jej mąż Lucjan dodaje – W każdym z nas drzemie chęć do tego, żeby coś zrobić.

– Lubię przebywać wśród ludzi, którzy mają inne spojrzenie na świat i dobrze mi się w ich towarzystwie przebywa – potwierdza Antoni Klyta.

Grupa śmiałków, a nawet szaleńców, która nie licząc godzin pracy i ogromnych kosztów postanowiła przywrócić kochłowickiemu bunkrowi dawną świetność – takie sformułowanie chyba najtrafniej charakteryzuje rodzinę Czołgałów i Włodarzów oraz ich licznych znajomych opiekujących się laubą klasy D.

 

Ten tekst by nie powstał, gdyby nie pomoc Krzysztofa Falkusa z Rudy Śląskiej, któremu w tym miejscu chciałbym serdecznie podziękować.

 

 * * *